Parki rozrywki,  Polska,  Świętokrzyskie

Bałtów – wspaniały kompleks dla rodzin z dziećmi

Jeden dzień to za mało, zdecydowanie za mało, żeby dobrze zwiedzić Bałtowski Kompleks. To cudowne miejsce i jak tu wjechaliśmy, to zaraz mi się skojarzył film „W krzywym zwierciadle”, który lubimy sobie rodzinnie pooglądać. To taki właśnie trochę amerykański park, całkiem wypasiony. Na jego poznanie mieliśmy trochę ponad jeden dzień, bo właśnie tutaj zaplanowaliśmy pierwszy nocleg świętokrzyskiej wyprawy, w Zajeździe Przystocze, który też jest taki trochę wyjęty z bajki. Byliśmy zauroczeni całym kompleksem. Przyjechaliśmy na miejsce około 17.00, a Park był czynny do 19.00, więc po szybkim rozpakowaniu pędem ruszyliśmy jeszcze coś w tym dniu zobaczyć i trochę się rozeznać w tym wielkim obszarze, który był dla nas jedną białą plamą. Przy ogólnodostępnych mapach i w kasie już liznęliśmy nieco wiedzy i zapełniliśmy trochę pustkę w głowie. To zawsze fajna przygoda dla mnie, gdy całkowicie nieznane powoli oswajam i staje się poznane.

Ale wróćmy do kompleksu, o historii powstania nie będę wiele pisać, bo chyba każdy wie, że zaczęło się od odkrycia tutejszych tropów dinozaurów i od JuraParku, a potem to wszystko popędziło w dzisiejszym kierunku. Mnie ten kierunek pasuje, dzieci były zachwycone, szczególnie środkowa córka, która lubi wszelkie parki rozrywki i dziecięce aktywności, więc zwiedzanie poszczególnych obiektów przeplataliśmy tyrolkami, tratwą, łabędziami na wodzie, filmem 5D i innymi atrakcjami parku rozrywki.

Dla mnie największy hit Bałtowskiego Kompleksu Turystycznego to Zwierzyniec Górny (dolny również jest bardzo fajny, szczególnie dla małych dzieci), po którym jeździ się amerykańskim schoolbusem. Jaka to wielka frajda, było cudnie, ale tak naprawdę przydałoby się co najmniej 2 razy tam wjechać, raz dla zdjęć, drugi raz… pewnie znów dla zdjęć, a dopiero trzeci dla przyjemności zwiedzania 😉 Jeżdżenie wśród zwierząt pasących się na trawie czy przesiadujących w lessowym wąwozie – bezcenne. Gatunków całkiem sporo, rodzime i egzotyczne, np. ciekawostką jest jak tybetański, ale są też nasze żubry, krowy, jelenie, różne kozy polskie i z całego świata, wielbłądy dwugarbne, lamy, święte krowy indyjskie, strusie, emu, dziki, wszystko w pięknych okolicznościach przyrody! Czarowne miejsce!

Po Zwierzyńcu autobus zawiózł nas do Polski w miniaturze – to nowa atrakcja zaplanowana jako mapa Polski z zaznaczonymi rzekami i posadowionymi tak jak w terenie zamkami i pałacami. Obiektów jest prawie 50, z różnych epok historycznych, wszystkie w jednej skali i tak, jak wyglądały w czasach swej świetności. To ciekawa podróż po Polsce, w sam raz dla takich krajtroterów jak my 🙂 Młodsze córki zwiedzały tę część Parku w turystycznym wózku, który można sobie bezpłatnie pożyczyć na miejscu, także obyło się bez marudzenia, mimo żaru lejącego się z nieba w południe.

Potem zjechaliśmy w dół, do centrum Parku wyciągiem Szwajcarii Bałtowskiej, to kolejna frajda, około 10 minut jazdy zamiast tradycyjnego maszerowania. Zjedliśmy obiadek w barze i powędrowaliśmy do JuraParku, który jest „sprawcą” tego wszystkiego! Dinoparki nie są nam obce, więc i tutaj mniej więcej wiedzieliśmy, co nas czeka. Bałtowski JuraPark powstał jako pierwszy w Polsce w 2004 roku, po tym, jak odkryto tu tropy jurajskich dinozaurów, m.in. potężnego allozaura. Rekonstrukcje dinozaurów odzwierciedlają ich autentyczny wygląd i naturalną wielkość, a dodatkowo cenne informacje znalazły się na tablicach informacyjnych. To wszystko sprawiło, że miejsce szybko przypadło do gustu turystom. Obok świętokrzyskich dinozaurów stanęli też ich kuzyni z całego świata.

Wieczorem dnia poprzedniego odwiedziliśmy Oceanarium Prehistoryczne, które przypomniało nam podobny obiekt z Krasiejowa. Na koniec jeszcze została nam Sabathówka – kraina magii i czarów, szczególnie atrakcyjna dla dzieci. Nie mieliśmy już wystarczająco sił, aby poznać ją dogłębnie, tak więc skończyło się na krótkim spacerku. Trudno było się pożegnać z tym pięknym miejscem, ale żywe wspomnienia pozostaną z nami na długo.